niedziela, 13 marca 2016

Z braku laku dobra Irma :-)

I stało się. Świat został zasypany przez biały puch. I żeby było jasne, on tylko tak niewinnie wygląda. Tymczasem prawda jest taka, że to bliski kumpel Armagedonu i Chaosu. Świt powitał grzecznie zupełnie nowiutkie zaspy, który cicho pojawiły się nad ranem wszędzie, gdzie się dało. Najchętniej w pobliżu samochodów, garaży, przejść dla pieszych, zakrętów, chodników i tym podobnych - całkowicie zbędnych całej ludzkości - miejsc.

Oooo… a któż to pojawił się na horyzoncie? Czy to ptak? Nie! Czy to samolot? Nie! To Irma dzielnie hopsa z zaspy w zaspę, ale jakoś, zupełnie nie wiedzieć czemu, ją to nie bawi. Ciekawe, czy to dlatego, że właśnie dzisiaj wybrała się po drodze do bankomatu, a on – bezczelny – również okazał się być zasypany i musiała włazić po kolana w śnieg. Mimo kataklizmu zimowego jakoś poszło, ściana płaczu łaskawie wypluła gotówkę i powiedziała ładnie „do widzenia”. Irma mruknęła coś w odpowiedzi, ale ów dźwięk utonął w zwojach jej kilometrowego szalika. „No, i czego sypiesz? Czego??!!” – Powtarzała w myślach, walcząc ze śliską drogą i zasypanym chodnikiem.
– Kto to widział… tak sypać… Toż to nie do pomyślenia jest… Mogłoby posypać w takiej choćby Afryce. Tam jeszcze śniegu nie widzieli, to nieeee, musi tutaj. - Mruczała pod nosem posapując z wysiłku.
Autobus jakimś cudem przyjechał punktualnie. Był to malutki plus tego jakże skomplikowanego poranka. Wejście do budynku szkoły wiązało się z natychmiastowym oślepnięciem. Zima + okulary = głupi pomysł.
- Dobra, znam drogę na pamięć, może się nie zgubię. – Skwitowała Irma, raczej przyzwyczajona do tego typu akcji.
- To była ironia? – Zapytała Agnieszka, stojąca przed drzwiami biblioteki. – Dzień dobry pani Irmo!
- Dla kogo dobry, dla tego dobry, ale HOWGH!, niech będzie… – odparła umęczona zimą bibliotekarka. – Kawyyyy… - jęknęła, przekraczając próg. Za nią pojawiło się od razu kilkoro uczniów, którzy w oczekiwaniu na chwilę, w której biblioteka otworzy tego dnia swe podwoje, zabunkrowali się na schodach do szatni.
- Witaj, pani Irmo! – Zawołali zgodnie i zajęli wszystkie krzesła stojące w ich zasięgu. – Ale pani zaśnieżona! – Skwitowali jeszcze niecodzienny wygląd Irmy, po czym rozpoczęła się codzienna działalność wymienno-przepisująca, o której sza… Irma ogarnęła wzrokiem uczniowskie stadko i skierowała się do wieszaka na kurtki. Minęła ławeczkę, dwa plecaki, biurko, krzesło, regał i nagle zobaczyła jakiś ruch kątem oka.
- Co za bałwan wlazł mi za biurko…?!! A, sorry, to lustro…

wtorek, 26 stycznia 2016

Duch biblioteki

Choć rok szkolny trwał już od dobrych trzech tygodni, Irma wciąż nie mogła uwierzyć, że wakacje przeminęły tak szybko i bezpowrotnie. Codziennie rano budzik wygrywał złowieszczą melodyjkę, a ona zwlekała się z łóżka i szła z zamkniętymi oczami do łazienki, by obudzić się pod prysznicem. Później szybka kawa, śniadanie i w drogę do pracy, gdzie czekały książki i stęsknieni (czy aby na pewno?...) czytelnicy. Wyjątkiem były weekendy, ale to już zupełnie inna historia.

Każdy dzień wydawał jej się taki sam. Dotrzeć do szkoły, „dzień dobry”, otworzyć drzwi biblioteki, zastanowić się, czy nie zamknąć ich od środka na zamek, „eee, nie…”, odłożyć rzeczy na krzesło na tyłach pomieszczenia, niedostępnych dla uczniów, wstawić wody na kawę, włączyć komputer, głęboko westchnąć, podskoczyć na siarczyste ŁUP! drzwiami, odpowiedzieć uśmiechem na jakże głośne o 7.30 „Dzień dobry pani Irmo! Co tam u pani słychać?” Kolejność niezmienna, więc kobieta bez zastanowienia odpowie: „Świetnie Natalko – Basiu – Asiu - Madziu, a co u ciebie?” I tak zaczynał się każdy dzień w bibliotece Irmy. Później tajfun uczniów, obowiązków i wiadomości zalewał to niewielkie wnętrze, pochłaniając bez reszty również Irmę, która poddawała mu się z błogim uśmiechem. Nie wszyscy bowiem wiedzieli, że w głębi duszy lubiła ten harmider i dzieciaki, które po prostu MUSIAŁY mówić do niej równocześnie, by jak najszybciej pochwalić się dobrą oceną lub pożalić na to, że tym razem nie poszło na sprawdzianie. Pragnęły opowiadać jej o swoich rozterkach, rozśmieszać sytuacjami ze szkolnych korytarzy lub z lekcji, a także dowiadywać się na bieżąco, co ze spotkaniami w ramach klubów i projektów bibliotecznych, wypożyczyć lub oddać książkę, poczytać czasopismo czy skorzystać z komputera. Irma rozumiała te potrzeby i słuchała, odpowiadała, doradzała, wypożyczała, karciła za zniszczenie książki, chwaliła za podklejenie oderwanej kartki… Z każdym jednak dniem miała wrażenie, że w tym wszystkim brakuje miejsca dla niej. Takie smutne myśli dopadały ją, kiedy dzieciaki szły już do domu, a ona wyłączała komputery, zamykała czytelnię multimedialną i bibliotekę i ruszała w drogę do domu. Z tyłu głowy wędrowały z nią także rozmowy, które przeprowadziła, propozycje uczniów na nowe konkursy czy zajęcia i małe smuteczki, powierzane jej w tajemnicy przez tych uczniów, którzy chronili się w gościnnych progach jej biblioteki przed całym złem tego świata. A gdzie w tym wszystkim była ONA?! Ech, życie…
Popołudnie upłynęło jej na wypełnianiu domowych obowiązków, a wieczór przyniósł refleksję, która bynajmniej nie podniosła jej na duchu. „Komu ja jestem potrzebna w tej bibliotece…? Przecież dzieciaki mogą się wygadać każdemu. Nic tylko gadają i gadają, przekrzykują się, byle szybciej, byle więcej powiedzieć, zanim zadzwoni dzwonek. Może czas na zmianę?” Myśl ta zaświtała jej dosłownie na chwilę, bo w następnej - Irma już spała.
Jak co dzień ze snu wyrwał ją dźwięk budzika. „Muszę coś zrobić z tym dzwonkiem, bo kiedyś zawału dostanę.” – pomyślała, zbierając się w sobie, by opuścić ciepłe łóżko i tym samym uruchomić machinę napędzającą kolejny dzień. Wstawiła wodę na kawę i weszła do łazienki. Pasta, szczoteczka, kubek z wodą. Irma spokojnie oddawała się porannym ablucjom, kiedy nagle przez szum wody przebił się czyjś głos. „Iiiiirmoooo”. Przerażenie zmroziło jej krew w żyłach. Zakręciła kran. „Iiiirmoooo” – rozległo się ponownie. W panice odwróciła się, gotowa walczyć o życie. Jakież jednak było jej zdziwienie, kiedy okazało się, że oprócz niej w łazience nie ma nikogo… „No tak, zwariowałam. Wiedziałam, że prędzej czy później mnie to czeka. Styki w moim mózgu nie wytrzymały natłoku spraw gimnazjalistów i ich alternatywnych światów. Czas przejrzeć strony internetowe szpitali psychiatrycznych…” – myślała roztrzęsiona, rzucając okiem w każdy kąt niewielkiego pomieszczenia. W końcu zastygła w oczekiwaniu na jakiś ruch ze strony Głosu. Mijały sekundy przytłaczającej bibliotekarkę ciszy. Wreszcie dało się słyszeć głębokie westchnienie, cichutkie odchrząknięcie i... – Witaj, Irmo. – Ekhm, dzień dobry?... - Irma stała pośrodku łazienki, bezskutecznie próbując dojrzeć w suficie właściciela głosu. Nawet nie zauważyła, że woda kapiąca z mokrej szczoteczki utworzyła już małą kałużę tuż obok jej kapcia z literowym wzorem. – Słyszałem, że ogarnęły cię niewesołe myśli. – Naprawdę oszalałam. Proszę, już słyszę głosy… - wyszeptała przerażona Irma. - O, Boże, co ja mam ze sobą zrobić…? - Słucham Cię, moje dziecko. – Głos zabrzmiał, jakby się uśmiechał. – Bóg? – kobieta wytrzeszczyła oczy zaskoczona. - W mojej łazience?? Głos roześmiał się. – W łazience, w kuchni, w salonie, wszędzie Irmo. Jestem wszędzie i widzę, że nie cieszy cię twoja praca. Mam rację? Co się stało? Przecież praca bibliotekarza była twoim marzeniem. - Irma westchnęła. – No, była, była. Ale codziennie jest tak samo… Tajfun „Gimnazjaliści” codziennie walczy o najlepsze miejsce w mojej bibliotece. Pomagam, rozmawiam, wypożyczam, doradzam, ale gdzie w tym wszystkim jestem JA, Irma?! – Trudne pytanie, moja córko. Czy uważasz, że nadszedł czas zmian? – Irma nie odpowiedziała. - Widzę, że najwyższy czas na to, bym wkroczył i coś ci pokazał. Spójrz w lustro, moja droga. Irma zbliżyła się do lekko zaparowanej jeszcze tafli, ale, ku swojemu zdziwieniu, wcale nie dostrzegła w niej siebie. Zobaczyła znajome drzwi. Potrzebowała tylko ułamka sekundy, by zorientować się, że to drzwi jej biblioteki. – Śmiało, uchyl je chociaż. – zachęcał Głos. – Na pewno jesteś ciekawa, jak wygląda twoja biblioteka z innej perspektywy. Irma z zaciekawieniem otworzyła drzwi. Lekko skrzypnęły, ale nikt nie zwrócił na to uwagi. Nikt, bo… nikogo nie było w środku? – Ale tu nikogo nie ma – powiedziała Irma zdziwiona. – Która jest godzina? Może jeszcze za wcześnie, żeby ktoś przyszedł? – Jest 11.20 i właśnie zadzwonił dzwonek na przerwę. – To niemożliwe! – Irma rozglądała się po pomieszczeniu. - Przecież o tej porze codziennie przesiaduje tu co najmniej kilkanaście osób. Dlaczego jest tak pusto? Głos zamruczał, lekko zniecierpliwiony. – Nie zauważyłaś? Nie ma cię w pracy… - 
I co z tego, że mnie nie ma? Ale biblioteka jest otwarta, książki są, krzesełka i stoliki też, komputery włączone… - Irma nie mogła zrozumieć tej niespotykanej sytuacji. – Naprawdę rzadko się zdarza, żeby tu było tak… pusto i cicho. – Zgadzam się z tobą. Rzadko się zdarza, że nie ma cię w pracy. – odparł Głos. Irma była tak zdumiona, że zabrakło jej słów na ripostę. Nie zdążyła jednak nic wymyślić, gdy drzwi się otworzyły i weszły Magda i Natalia. Rozejrzały się i usiadły przy stoliku. – Nie ma dziś pani Irmy? – Natalia była zawiedziona. – Miała mi podpowiedzieć, jaką pracę przygotować na ten konkurs z plastyki. – Też się dziwię. – odpowiedziała Magda. – Przecież pani Irma jest tu ZAWSZE. Chciałam jej opowiedzieć o akcji Marcina na niemieckim, a tu pusto. – Irma słuchała dziewczynek jak zaczarowana. Po chwili pojawiły się kolejne uczennice, które, również zawiedzione nieobecnością bibliotekarki, siadały gdzie było miejsce i wymieniały luźne uwagi na temat tej niezwykłej dla nich sytuacji. Nagle drgnęła na tak dobrze znane ŁUP! W drzwiach stanął Dominik. – Nie uwierzycie! Pani Irma zmieniła pracę! – Co?! – dziewczynki wytrzeszczyły oczy. – Skąd wiesz? Kto ci to powiedział? – przekrzykiwały się podbiegając do chłopca. – Słyszałem, jak panie woźne o tym rozmawiały. Stałem przy automacie z napojami na poprzedniej przerwie i akurat usłyszałem… - Ale to niemożliwe. – przerwała mu Magda. – Na pewno coś pokręciłeś. - Przewróciła oczami i spojrzała po koleżankach. - Bez pani Irmy ta biblioteka będzie… po prostu nie do zniesienia. ONA jest jej duchem! – Ktoś ma hasło do wi-fi? Zaraz napiszę do pani Irmy wiadomość. – zawołała Basia. – Dowiemy się, jak jest naprawdę. Dzwonek wypłoszył uczniów z biblioteki, w której została zamieniona w słup soli, chwilowo niewidzialna, bibliotekarka. – Irmo, pobudka. – Głos z tyłu głowy kazał jej się ocknąć. – Żyjesz? – Chyba tak. – odpowiedziała niepewnie. – Moment, muszę to przetrawić. – Przez głowę kobiety przegalopowało stado myśli. Nagle znalazła się znów we własnej łazience, przed lustrem, w którym odbijała się teraz jej twarz. - Jestem dla nich… duchem biblioteki? Nad głową usłyszała serdeczny śmiech. – Na to wygląda. – odrzekł Głos i spoważniał. - No, to pytam jeszcze raz. Czy NAPRAWDĘ uważasz, że czas na zmiany? – Bibliotekarka spojrzała w swoje oczy odbijające się w lustrze – Nie! Żadnych zmian! Wybieram bibliotekę! – Po czym odstawiła szczoteczkę i pastę na półkę, ubrała się szybko, spakowała pierwsze i drugie śniadanie, i ruszyła dziarsko do pracy. 
- Dzień dobry pani Irmo! Co tam u pani słychać? - zapytała Natalia, przekraczając próg biblioteki. - Świetnie Natalko, a co u ciebie? – odpowiedziała Irma zza biurka. Biblioteka wydała jej się tego dnia zupełnie inna niż zwykle. – Wszystko w porządku, chociaż może się to zmienić po trzeciej lekcji. – Tak? A dlaczego? – A, drobiazg. Sprawdzian z fizyki, rozumie pani. – No tak. – Irma kiwnęła głową z namaszczeniem. – Na pewno pójdzie ci dobrze. Powodzenia. – A dziękuję, przyda się. – odpowiedziała Natalka i otworzyła zeszyt do fizyki, żeby powtórzyć wzory. Kobieta zerkała na wchodzące co kilka minut uczennice i zastanawiała się, czy to, co przeżyła, działo się naprawdę czy to była tylko jej wyobraźnia. „Eee, pewnie mi się wydawało.” – pomyślała. ŁUP! – O, Dominik, dzień dobry. – Irma spojrzała groźnie zza migoczących na zielono szkieł okularów. - Zdajesz sobie, oczywiście, sprawę z tego, że jeszcze kilka takich wejść i drzwi będą do wymiany? – Dominik zatrzymał się w pół kroku i uśmiechnął się szeroko. – Eeee, na pewno nie, proszę pani. A nawet jeśli, to wtedy biblioteka będzie zawsze otwarta! Dopóki, rzecz jasna, nie wstawią nowych drzwi. – odpowiedział. – Ale wie pani, że to może potrwać… - stwierdził poważnie, po czym wszyscy wybuchnęli śmiechem. I tak zaczął się kolejny dzień w bibliotece…

Irma siedziała zatopiona w lekturze najnowszego numeru miesięcznika dla bibliotekarzy, kiedy drzwi biblioteki uchyliły się i powoli wyłonił się zza nich lekko speszony pierwszoklasista. Przestąpił próg, rozejrzał się ciekawie i dostrzegłszy patrzącą na niego wyczekująco Irmę, powiedział cicho - Proszę pani, chciałbym wypożyczyć książkę… - Irma uniosła jedną brew. - Żartujesz… W bibliotece?

czwartek, 30 lipca 2015

Kalendarz dla bibliotekarza?

Minął kolejny rok szkolny, który spędziłam w mojej kochanej bibliotece. Nastał czas odpoczynku i planowania nowych atrakcji bibliotecznych dla dzieciaków. Jak co roku w ofertach poszczególnych sklepów i księgarni pojawiły się już kalendarze na nowy rok szkolny. Do koloru, do wyboru - każdy znajdzie coś dla siebie. Czy na pewno? Szukam i ja...

Kalendarz dla ucznia, dla studenta, dla dziewczyny, dla chłopaka, dla mamy, dla nauczyciela, dla szefa i wiele, wiele innych. Najbliższy ideału byłby chyba terminarz nauczyciela, ale zawiera on całe mnóstwo zupełnie nieprzydatnych dla bibliotekarza elementów, jak miejsce na oceny uczniów czy składki klasowe, a nie ma tego, co by się przydało... Zaś kalendarze rozpoczynające się od stycznia nadadzą się raczej dla bibliotekarzy pracujących w bibliotekach miejskich. 

Marzy mi się kalendarz zawierający elementy potrzebne bibliotekarzowi szkolnemu: kalendarium uzupełnione o ważne dla bibliotekarza daty, miejsce na notatki, listy uczestników i zasady realizowanych projektów czy indeks na ważne kontakty. Zapewne znalazłoby się jeszcze sporo innych propozycji, które wypełniłyby kalendarz dedykowany szkolnym bibliotekarzom. Tylko pytanie, czy ktoś uzna, że warto stworzyć taki? Trzymam za to kciuki!

poniedziałek, 17 listopada 2014

"Proszę pani, a kiedy będą jakieś konkursy?"

Pytanie o konkursy pojawia się co jakiś czas. Jest tylko jeden mały problem. Zainteresowanie uczniów pojawia się często PO zakończeniu jakiegoś konkursu... Dzieci robią wielkie oczy, zdziwione, że coś się działo, bo one przecież chętnie wzięłyby udział, ale nie wiedziały o niczym... Obecnie tyle się dzieje i tyle jest różnych projektów, działań, akcji, że informacja o konkursie w bibliotece po prostu mogła zatonąć w potoku innych informacji. W takiej sytuacji pozostaje mi zapamiętać lub zapisać, które dzieci pytały i dotrzeć do nich osobiście przy kolejnym konkursie. Ewentualnie wybadać, które dzieci interesują się tym, czego dotyczy konkurs i również do nich dotrzeć. Co jednak, jeśli takich dzieci jest więcej, ale tamte nie zapytały mnie i nic nie wiem o tym, że chciałyby spróbować swoich sił? Jest i na to sposób. Kluczem jest, jak zwykle, PROMOCJA WYDARZENIA :-) Warto na kilka sposobów dotrzeć do uczniów.


1. Ogłoszenie w Internecie - na FB, na stronie www szkoły, na stronie www biblioteki. 
To można zrobić najszybciej. Wystarczy przygotować ciekawie wyglądającą grafikę z najważniejszymi informacjami i dodać ją tam, gdzie zaglądają uczniowie. 

2. Ogłoszenie w bibliotece. 
Minusem takiego ogłoszenia jest to, że dotrze tylko do osób, które nas odwiedzają. Ale warto wywiesić kartkę z regulaminem, bo jak tylko dotrze ktoś, kto z innego źródła wie o konkursie, będzie mógł przeczytać dokładnie zasady zabawy.

3. Ogłoszenie w papierowym informatorze bibliotecznym.
Jeśli ktoś wydaje taki informator, sprawa jest prosta. U mnie jest taki miesięcznik, składający się z dwóch kartek wielkości zeszytu. Zawiera najważniejsze informacje dotyczące biblioteki i jest rozdawany klasom, aby mogły sobie poczytać na godzinie wychowawczej. Jeśli zaś dana biblioteka niczego takiego nie wydaje, to jest akurat świetny powód, by stworzyć wydanie specjalne, z ogłoszeniami i opisami bibliotecznych działań.

4. Imienne zaproszenia dla wybranych uczniów.
Czasami warto "zagrać" trochę na uczuciach uczniów. Jeśli rozdamy imienne zaproszenia konkretnym uczniom (np. organizując konkurs plastyczny, przygotujemy zaproszenia dla uczniów, o których wiemy, że lubią rysować czy malować. podobnie można zrobić z fotografowaniem itd.). Wielokrotnie widziałam, jak wzrasta zainteresowanie pozostałych uczniów, którzy takiego zaproszenia nie dostali. Przychodzą, pytają, dlaczego ktoś dostał takie zaproszenie, a on nie. Wtedy trzeba po prostu zgodnie z prawdą odpowiedzieć: "Tym razem zaproszenia dostali uczniowie, o których wiem, że rysują, ale teraz już wiem, że i Ty lubisz rysować, więc teraz weź udział, a następnym razem będę pamiętała o tym, by i Ciebie powiadomić." Gwarantuję, że ta osoba też weźmie udział i będzie pilnowała się następnym razem, by nie przegapić konkursu. 

Tyle moich pomysłów. A Wy znacie inne? Chętnie skorzystam z podpowiedzi :-)

wtorek, 28 października 2014

"Proszę pani, ale czytanie jest nudne..."

Jak zachęcić do czytania, kiedy uczniowie uciekają na widok książki? Pytanie trudne, ale można spróbować znaleźć jakieś rozwiązania. Wiele zależy od tego, jak biblioteka chce zachęcić. Czy biblioteka w szkole podstawowej, czy biblioteka w gimnazjum, czy też może w liceum/technikum. W każdej sposoby będą inne, bo i czytelnicy w różnym wieku, o różnym stopniu dojrzałości i o różnych potrzebach. 


Nie wiem, czy ktoś się nie obruszy takim stwierdzeniem, ale wydaje mi się, że najwięcej pomysłów z uczniami i dla uczniów można zrealizować w szkole podstawowej. Dzieci są ciekawe, chętne do działania, zabawy, nauki i przekłada się to na ich obecność w bibliotece, jeśli pani bibliotekarka proponuje im różne interesujące aktywności. Dzieci wyczuwają, kiedy ktoś organizuje coś na siłę, a kiedy rzeczywiście przygotowuje coś specjalnie dla nich. W liceum również nie jest źle, bo to już prawie dorośli ludzie przychodzą po lektury. Można im zaproponować różne projekty, porozmawiać o tym, co chcieliby robić, czy mają jakieś pomysły, własne propozycje i niejednokrotnie wychodzi z tego coś bardzo ciekawego. W gimnazjum natomiast czasami ma się wrażenie, że wszystko, co proponujemy, idzie w próżnię... 

Konkurs o lekturach? 
- Po co, proszę pani, musiałbym to wypełnić...

Konkurs fotograficzny? 
- Eeee... nie mam lustrzanki... 
- Nie musisz mieć lustrzanki. Możesz zrobić zdjęcie nawet telefonem. Liczy się pomysł.
- Nie wiem, nie chce mi się za bardzo...

Konkurs plastyczny?
- Nie będę nic rysował, nie umiem.

Konkurs na internetowy mem lub komiks?
- Nie będę brał udziału, nie umiem rysować.
- Nie musisz umieć rysować, ta aplikacja w Internecie zrobi to za Ciebie. Ty tylko wymyśl historyjkę.
- Wymyślać coś? Nie, nie chce mi się.

Konkurs na recenzję ulubionej książki?
- Ale ja nic nie przeczytałem...
- Mogę Ci pożyczyć coś ciekawego. Chcesz?
- Nie, nie umiem pisać recenzji.
- Dam Ci taką krótką przypominajkę, jak napisać recenzję.
- Nie, nie chce mi się.

Przyznacie, że naprawdę się chwilami odechciewa. Czyżby nasi uczniowie w spadku po rozwoju cywilizacji otrzymali jakiś tajemniczy gen lenistwa...? 
Całe szczęście, że są oprócz tych "nie-chce-mi-siów" tacy, którzy przeczytają regulamin, zapytają o szczegóły, zapiszą sobie najważniejsze informacje i zgłoszą pracę do konkursu. Pozostałym będzie oczywiście zazdrość, co okażą w jakiś sposób, ale gdzie by tam sami wzięli udział. Gimnazjalista to wyjątkowy osobnik - trudno go rozgryźć. Czasami wydaje mi się, że to ja bardziej chcę, żeby uczeń wygrał zdobytą do konkursu nagrodę. A to chyba powinno być odwrotnie? Czy tylko tak mi się wydaje?...

Może warto zacząć od czegoś innego, co nie jest związane z czytaniem i książkami? Uczniowie kojarzą czytanie i bibliotekę z lekturami, które muszą przeczytać albo chociaż znać ich treść. Logicznym jest, że jak się nas do czegoś zmusza, to nie ma szans, żebyśmy to polubili. Już same skojarzenia sprawiają, że biblioteka jawi im się więc jako miejsce nieciekawe, na które szkoda czasu. Dlatego trzeba te skojarzenia zmienić! I chyba lepiej zacząć od ciekawych projektów, spotkań, działań, w które uczniowie chętnie się zaangażują, bo np. wiążą się one z ich zainteresowaniami. Może warto powierzyć młodzieży odpowiedzialne zadania. Nawet jeśli coś się nie uda, to przecież pierwsze koty za płoty! Z czasem będzie coraz lepiej, a kto wie, może któregoś dnia sami przyjdą z pytaniem, którą książkę mogliby wypożyczyć? :-)

środa, 22 października 2014

Zawartość biblioteki w bibliotece

W szkole podstawowej znacznie łatwiej jest zachęcić dzieci do przychodzenia do biblioteki. Można organizować wiele ciekawych działań, zajęć plastycznych, teatrzyków czy konkursów, a dzieci chętnie biorą w nich udział, bawiąc się i ucząc. Z młodzieżą jest trochę trudniej. Nie dość, że czytać im się zdecydowanie nie chce (przynajmniej sporej części), to jeszcze ktoś im naopowiadał, że biblioteka to zło i należy to miejsce omijać szerokim łukiem ;-) Dlatego właśnie sporo czasu poświęcam na wymyślanie takich atrakcji, które skłonią uczniów do zaglądania tutaj, nawet bez wypożyczania czy czytania. Chodzi o wdrukowanie im, że jest to przyjemne i sympatyczne miejsce, a czytelnictwo przyjdzie z czasem samo.  

Październik w naszej bibliotece, jak w każdej innej, jak podejrzewam, jest pełen atrakcji. Uczniowie mają okazję wziąć udział w różnorodnych konkursach. W tym roku w fotograficznym, plastycznym, recenzenckim i dwóch internetowych. Staramy się, aby każdy znalazł coś dla siebie. Opowiadamy o tych działaniach na różne sposoby. Informujemy na bibliotecznym blogu i wrzucamy na Facebooka, ale także wywieszamy regulaminy i „przypominajki” w bibliotece oraz ogłaszamy w poszczególnych klasach. Tym razem młodzież może sprawdzić się w pisaniu recenzji ulubionej książki ze szkolnego księgozbioru, stworzyć internetowego mema lub e-komiks o czytelnictwie, a także wymyślić i narysować exlibris biblioteki. Pasjonaci fotografii mogą zatrzymać w kadrze swój pomysł na cytat z jednej z książek P. Coelho. Proponując konkursy staramy się, aby uczniowie nie mieli za łatwo, ale też bez przesady – jak widać na przykładzie konkursów z memem i komiksem, nawet nie trzeba umieć rysować, żeby wziąć w nich udział. Wystarczy dobry pomysł i trochę wysiłku, cierpliwości i czasu, spędzonego nad internetową aplikacją… Nie każdy ma chęć podjąć wyzwanie, ale jeśli nie zaproponujemy konkursów, nie damy szansy tym, którzy chcieliby spróbować swoich sił :-)

Oprócz konkursów organizujemy również akcję, która nosi nazwę „Książka na urodziny dla biblioteki”. Wielokrotnie uczniowie przychodzą pytając o konkretne tytuły, a my ich nie mamy. Nie zawsze finanse pozwalają nam na zakup tego, co młodzież chciałaby czytać. Kiedy marudzą, że znowu nie mamy jakiejś ciekawej książki, której poszukują, opowiadamy o tym, że przyjdzie czas, kiedy będą mogli nam pomóc w jej zdobyciu. I ten czas przychodzi właśnie w październiku. Tworzymy listę książek (pozycji jest tyle, ile klas w szkole), każda klasa losuje jeden tytuł i wylosowaną książkę ofiarowuje w prezencie bibliotece. Książka oczywiście zostaje opatrzona odpowiednią naklejką, a uczniowie mogą również wpisać w niej dedykację lub podpisać się na pamiątkę. Pomysł od początku się spodobał i teraz wszyscy interesują się tym, która klasa wylosowała poszczególne książki i czy już dostarczyła swój prezent. W listopadzie wszystkie książki są wpisywane do księgozbioru i można je wypożyczać. 



W tym roku postanowiłam spróbować jeszcze czegoś nowego. Zaprosiłam uczniów do pierwszego w historii szkoły Spotkania Planszówkowego, które organizujemy we współpracy ze szkolną świetlicą, i już jest kilkanaście chętnych osób. Mam nadzieję, że do terminu rozgrywek znajdzie się ich jeszcze więcej, bo gier mamy sporo, więc zabawa będzie przednia.

A na sam koniec października, dokładnie ostatni jego tydzień, mam „bombę” zupełnie niezwiązaną z książkami i czytaniem. Taki konkurs z zaskoczenia z serii „Ile kuleczek jest w słoiku?” Od dwóch tygodni „zawijam sreberka”, czyli robię kulki z folii aluminiowej, które lądują w wielkim słoju. W ostatni poniedziałek października słój (oczywiście odpowiednio zapieczętowany) stanie na regale w bibliotece, a chętni będą mogli wytypować liczbę kulek, które znajdują się w środku. Ten, kto będzie najbliżej prawdziwej liczby, dostanie nagrodę-niespodziankę. To jeden ze sposobów na przyciągnięcie dzieciaków do biblioteki. Kiedy przekroczą jej próg raz, drugi, trzeci, będą zaglądać częściej, już dla samego odwiedzania, a z czasem i książkę wypożyczą. Podobnie działa „Biblioteczny Kalendarz Adwentowy”, który wywieszam co roku przed Bożym Narodzeniem. Losowanie drobnej nagrody-niespodzianki wśród osób znajdujących się akurat w bibliotece wyzwala ogromne emocje i buduje w młodzieży pozytywny obraz biblioteki. 

Nie ukrywam, że Internet jest kopalnią wiedzy, więc często przeglądam strony innych bibliotek i podziwiam pomysły nauczycieli-bibliotekarzy. I cieszy mnie ogromnie to, że biblioteka stała się miejscem pełnym życia, które zachęca do wspólnego spędzania czasu, bo któż dobrowolnie zrezygnowałby z możliwości uczestniczenia w różnych klubach, rozmowach, zajęciach, projektach, kawiarenkach literackich, konkursach, projekcjach filmów i innych działaniach?